Po długim okresie bez zwycięstwa przed własną publicznością piłkarze Lecha Poznań odzyskali skuteczność i pewnie pokonali Radomiaka Radom 4:1 w meczu 16. kolejki ekstraklasy. Na trybunach Enea Stadionu zasiadło 34 tysiące kibiców, którzy zobaczyli jedno z najbardziej przekonujących występów zespołu w tym sezonie.
Spotkanie długo nie przynosiło bramek, choć gospodarze konsekwentnie napierali na bramkę rywali. Przełamanie przyszło dopiero w ostatniej minucie pierwszej połowy. Arbiter podyktował rzut karny dla poznaniaków, a Mikael Ishak pewnym strzałem otworzył wynik i wprawił stadion w euforię.
Po przerwie kapitan Lecha ponownie zapisał się w protokole meczowym, tym razem jako asystent. W 52. minucie napastnik idealnie dograł piłkę do Pablo Rodrigueza, a Hiszpan bez wahania podwyższył prowadzenie gospodarzy. Zaledwie dziesięć minut później Szwed ponownie wpisał się na listę strzelców, wykorzystując podanie z prawej strony boiska. Chwilę później Ishak cieszył się już z trafienia numer trzy, jednak po analizie VAR gol nie został uznany – podający mu Luis Palma znajdował się na spalonym.
Końcowy fragment meczu przyniósł jeszcze jedną okazję do świętowania. W 89. minucie zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej, Yannick Agnero, ustalił wynik na 4:1. Radomiak odpowiedział tylko jednym golem – w 73. minucie na listę strzelców wpisał się Gwinejczyk Balde, zmniejszając na moment przewagę gospodarzy.
Dla Lecha Poznań był to dopiero trzeci ligowy triumf w obecnym sezonie na własnym stadionie. Ostatni komplet punktów przy Bułgarskiej drużyna zdobyła 31 sierpnia w starciu z Widzewem Łódź. Teraz przed Kolejorzem intensywny tydzień: w czwartek zagra u siebie w Lidze Konferencji ze szwajcarską Lozanną, a w niedzielę czeka go ligowy mecz wyjazdowy z Wisłą Płock.
Zwycięstwo nad Radomiakiem daje poznaniakom długo wyczekiwany impuls, a kibicom nadzieję, że zespół wraca na właściwe tory.







