Lech Poznań nie rozpoczął nowego sezonu PKO BP Ekstraklasy od zwycięstwa. W sobotnim meczu 1. kolejki mistrzowie Polski zremisowali u siebie z Cracovią 0:0. Kolejorz miał przewagę i częściej atakował, ale przez pełne 90 minut nie znalazł sposobu na pokonanie bramkarza rywali.
Lech dominował, ale zabrakło najważniejszego
Od początku spotkania Lech Poznań częściej utrzymywał się przy piłce i przenosił grę pod pole karne Cracovii. Gospodarze mieli swoje okazje, jednak brakowało skutecznego wykończenia.
Najlepszą sytuację w pierwszej połowie zmarnował Mikael Ishak. W 23. minucie szwedzki napastnik próbował dobić uderzenie rodaka Leo Bengtssona, ale nie trafił celnie.
Cracovia skutecznie broniła dostępu do własnej bramki, a Sebastian Madejski nie dał się pokonać. Ostatecznie mistrzowie Polski po raz pierwszy od lutego ubiegłego roku nie zdobyli gola na własnym stadionie.
Czerwona kartka dla bramkarza Lecha i długa analiza VAR
Najwięcej emocji wywołała sytuacja tuż po przerwie. Sędzia Damian Sylwestrzak pokazał czerwoną kartkę bramkarzowi Lecha Mateuszowi Lisowi, uznając, że golkiper złapał piłkę poza polem karnym.
Decyzja nie była jednak ostateczna. Po długiej analizie VAR arbiter zmienił swoją decyzję. Kluczowe okazało się położenie piłki — mimo że Lis znajdował się poza „szesnastką”, piłka w momencie zagrania była styczna z linią pola karnego.
Ostatecznie Lech kontynuował mecz w komplecie.
Co dalej? Lech wraca do walki o Ligę Mistrzów
Poznaniacy nie będą mieli wiele czasu na rozpamiętywanie ligowego remisu. Przed nimi rewanż z AGF Aarhus w 2. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów.
Po bezbramkowym początku sezonu ligowego presja na skuteczność będzie więc jeszcze większa. W europejskim starciu każdy niewykorzystany moment może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje niż strata punktów w pierwszej kolejce Ekstraklasy.







