Niecodzienny incydent na linii kolejowej łączącej Poznań z Wągrowcem na kilka godzin zakłócił przejazdy pociągów. W piątek ruch został wstrzymany po tym, jak na tory rzucono petardy hukowe. Policja szybko ustaliła sprawcę, którym okazał się 43-letni mieszkaniec Poznania.
Według ustaleń funkcjonariuszy mężczyzna miał umieścić na torowisku materiały pirotechniczne, co wywołało alarm oraz konieczność czasowego zatrzymania połączeń kolejowych. Choć petardy nie spowodowały uszkodzeń infrastruktury, przewoźnicy odczuli efekty zdarzenia – konieczne było przeprowadzenie kontroli bezpieczeństwa, co doprowadziło do kilkugodzinnych utrudnień.
Zatrzymany Damian P. został przesłuchany jeszcze tego samego dnia. Podczas składania wyjaśnień przyznał się do postawionych mu zarzutów i tłumaczył swoje zachowanie niefrasobliwością. Jak przekazała policja, nie był świadomy, że przechowywanie większych ilości materiałów pirotechnicznych wymaga specjalnego zezwolenia.
Śledczy sprawdzili jego mieszkanie, gdzie ujawnili niemal 300 petard różnego rodzaju. Znalezisko stało się podstawą do przedstawienia 43-latkowi zarzutu posiadania znacznej ilości materiałów pirotechnicznych bez wymaganego pozwolenia.
Po przesłuchaniu mężczyzna odzyskał wolność, jednak decyzją organów ścigania został objęty policyjnym dozorem. Oznacza to, że codziennie musi stawiać się w komisariacie. Zastosowano wobec niego także poręczenie majątkowe w wysokości 10 tysięcy złotych.
Za naruszenie przepisów dotyczących przechowywania materiałów pirotechnicznych oraz wywołanie zakłóceń na kolei Damianowi P. grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. Śledczy kontynuują czynności w sprawie.







