To był prawdziwy rollercoaster emocji na stadionie przy Bułgarskiej! W niedzielne popołudnie blisko 40 tysięcy kibiców Lecha Poznań oglądało mecz, który do ostatnich sekund trzymał w napięciu. Spotkanie Kolejorza z Pogonią Szczecin zakończyło się remisem, choć przez chwilę wydawało się, że gospodarze dopiszą do tabeli komplet punktów.
Pierwsze minuty należały do gości. Już w 15. minucie Kamil Grosicki wykorzystał nieuwagę defensywy Lecha i otworzył wynik spotkania. Stracony gol wyraźnie podciął skrzydła gospodarzom, którzy przez resztę pierwszej połowy mieli problemy z utrzymaniem rytmu gry i rzadko zagrażali bramce Pogoni.
Po przerwie obraz meczu zmienił się diametralnie. Kapitan Lecha, Mikael Ishak, w 51. minucie wyrównał stan na 1:1, przywracając nadzieję kibicom zgromadzonym na trybunach. Kilka minut później wydawało się, że Kolejorz pójdzie za ciosem – Luis Palma, który wcześniej asystował przy bramce Ishaka, sam wpisał się na listę strzelców. Radość trwała jednak krótko, bo po analizie VAR sędziowie anulowali gola z powodu spalonego.
W końcówce meczu trener Niels Frederiksen postawił wszystko na jedną kartę i dokonał kilku zmian. Na boisku pojawił się Leo Bengtsson, który po raz kolejny udowodnił, że potrafi wejść z ławki i zrobić różnicę. W 89. minucie Szwed trafił do siatki, wyprowadzając Lecha na prowadzenie 2:1.
Gdy wydawało się, że trzy punkty zostaną w Poznaniu, Pogoń pokazała charakter. W 91. minucie Paul Mukairu zaskoczył defensywę gospodarzy i ustalił wynik na 2:2.
Remis oznacza, że Lech Poznań po tej kolejce zajmuje piąte miejsce w tabeli Ekstraklasy. Kolejorza czeka teraz seria trzech spotkań wyjazdowych, a 2 listopada drużyna powróci na własny stadion, by zmierzyć się z Motorem Lublin.
Choć wynik nie zadowolił kibiców Lecha, jedno jest pewne – to spotkanie długo zostanie w pamięci fanów obu drużyn. Takie mecze pokazują, że w piłce nożnej emocje kończą się dopiero wraz z ostatnim gwizdkiem!









