Poznań, miasto znane z koziołków, historycznej katedry na Ostrowie Tumskim i dynamicznego rozwoju, jest miejscem, które łączy tradycję z nowoczesnością. Jednak wśród brukowanych ulic Starego Miasta, zielonych parków i osiedlowych alejek pojawia się problem, który irytuje zarówno mieszkańców, jak i odwiedzających – psie odchody na chodnikach. Mimo starań władz miasta i rosnącej świadomości społecznej, część właścicieli psów wciąż nie sprząta po swoich czworonogach, co negatywnie wpływa na estetykę, zdrowie publiczne i komfort życia w stolicy Wielkopolski. W tym tekście przyjrzymy się skali problemu, jego przyczynom, konsekwencjom oraz potencjalnym rozwiązaniom, które mogłyby poprawić sytuację w Poznaniu.
Skala problemu w Poznaniu
Psie odchody na poznańskich chodnikach to zjawisko, które nasila się w określonych porach roku, szczególnie wiosną, gdy topnieje śnieg, i jesienią, gdy opadłe liście przestają maskować nieczystości. Popularne miejsca spacerowe, takie jak Cytadela, Park Wilsona, Malta czy okolice Ratusza, stają się wówczas problematyczne. Mieszkańcy skarżą się, że muszą uważać na każdym kroku, by nie wdepnąć w pozostawione przez psy „niespodzianki”. Problem dotyczy zarówno centrum miasta, jak i osiedli mieszkaniowych, gdzie psy są wyprowadzane na krótkie spacery pod blokiem.
Straż Miejska w Poznaniu regularnie otrzymuje zgłoszenia dotyczące niesprzątanych psich odchodów. W 2020 roku lokalne media, takie jak „Głos Wielkopolski”, donosiły o fali skarg po zimie, gdy śnieg odsłonił skalę zaniedbań. Szczególnie newralgiczne są tereny zielone, które – choć przeznaczone do rekreacji – często zamieniają się w pola minowe dla spacerowiczów, rowerzystów czy rodziców z wózkami. Choć miasto podejmuje działania, by temu zaradzić, problem pozostaje widoczny i uciążliwy.
Przyczyny niesprzątania po psach
Dlaczego niektórzy właściciele psów w Poznaniu nie sprzątają po swoich pupilach? Odpowiedź na to pytanie jest wielowymiarowa i wymaga zrozumienia zarówno postaw społecznych, jak i praktycznych barier. Jednym z głównych powodów jest brak wystarczającej świadomości lub poczucia odpowiedzialności. Część osób wciąż postrzega psie odchody jako naturalny element środowiska, który nie wymaga interwencji. Inni uważają, że skoro miasto zatrudnia służby sprzątające, to problem nie leży po ich stronie.
Wygoda odgrywa tu równie istotną rolę. Sprzątanie po psie wymaga noszenia woreczków, schylania się i znalezienia kosza na śmieci – dla wielu osób jest to zbyt kłopotliwe, zwłaszcza w codziennym pośpiechu. W Poznaniu, mimo ustawiania specjalnych pojemników na psie odchody w parkach i na osiedlach, ich liczba i lokalizacja nie zawsze odpowiadają potrzebom. Jeśli właściciel musi przejść kilkaset metrów, by wyrzucić woreczek, niektórzy wolą zostawić odchody tam, gdzie są, zamiast nosić je ze sobą.
Kultura społeczna także ma znaczenie. W krajach takich jak Szwajcaria czy Austria sprzątanie po psie jest normą, a jej naruszenie spotyka się z dezaprobatą społeczną. W Polsce, choć sytuacja się poprawia, wciąż brakuje powszechnego nacisku społecznego na odpowiedzialne zachowanie. W Poznaniu można zaobserwować wyraźny podział – są właściciele, którzy zawsze sprzątają po swoich psach, i tacy, którzy ignorują problem, nie przejmując się konsekwencjami dla innych.
Konsekwencje dla miasta i mieszkańców
Niesprzątane psie odchody mają poważne konsekwencje, które wykraczają poza kwestie estetyczne. Po pierwsze, stanowią zagrożenie zdrowotne. Psie fekalia mogą zawierać groźne bakterie (np. Campylobacter, Salmonella), wirusy i pasożyty (np. Toxocara canis), które przenoszą się na ludzi i inne zwierzęta. Dzieci bawiące się na trawnikach w Cytadeli czy Parku Sołackim są szczególnie narażone na kontakt z tymi patogenami, co może prowadzić do chorób takich jak toksokaroza. W mieście o tak dużej liczbie rodzin z dziećmi problem ten nie może być bagatelizowany.
Estetyka Poznania również na tym cierpi. Miasto, które stawia na rozwój turystyki i promocję swojego wizerunku jako nowoczesnej metropolii, traci na atrakcyjności, gdy turyści napotykają brudne chodniki. Wdepnięcie w psią kupę podczas spaceru po Starym Rynku czy nad Maltą z pewnością nie jest wizytówką, którą Poznań chciałby się chwalić. Negatywne wrażenia turystów mogą wpływać na ich opinie o mieście i decyzje o powrocie w przyszłości.
Dodatkowo problem generuje koszty finansowe. Zarząd Dróg Miejskich i służby sprzątające w Poznaniu co roku przeznaczają znaczne środki na oczyszczanie ulic i parków po zimie. Wiosenne sprzątanie terenów zielonych, takich jak Cytadela czy tereny nadwarciańskie, wymaga zaangażowania dodatkowych ekip, co obciąża budżet miasta. Pieniądze te mogłyby zostać wykorzystane na inne cele – nowe place zabaw, ławki czy nasadzenia drzew – gdyby właściciele psów wzięli na siebie większą odpowiedzialność.
Obowiązki prawne i ich egzekwowanie
W Polsce sprzątanie po psie w miejscach publicznych jest obowiązkiem wynikającym z ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach z 1996 roku. W Poznaniu przepisy te są uszczegółowione przez lokalne regulacje, które nakazują właścicielom natychmiastowe usuwanie odchodów swoich pupili z chodników, trawników i innych przestrzeni wspólnych. Za nieprzestrzeganie tych zasad grozi mandat w wysokości do 500 złotych, a w skrajnych przypadkach sprawa może trafić do sądu.
Straż Miejska w Poznaniu stara się egzekwować te przepisy, patrolując parki i osiedla oraz reagując na zgłoszenia mieszkańców. W praktyce jednak skuteczność tych działań jest ograniczona. Po pierwsze, liczba strażników jest niewystarczająca, by objąć kontrolą całe miasto. Po drugie, złapanie właściciela na gorącym uczynku wymaga czasu i dowodów, co nie zawsze jest możliwe. W rezultacie wielu nieodpowiedzialnych opiekunów psów unika konsekwencji, co utrwala problem.
Inicjatywy miasta i reakcje mieszkańców
Poznań od lat podejmuje kroki, by zaradzić problemowi psich odchodów. Jednym z przykładów jest kampania społeczna „Poznań bez psich kup” z 2019 roku, organizowana przez miasto we współpracy ze Strażą Miejską. W ramach akcji rozstawiono tabliczki z hasłami typu „Sprzątaj po swoim psie – to Twój obowiązek” oraz rozdawano właścicielom darmowe woreczki. Celem było nie tylko przypomnienie o obowiązkach, ale też budowanie poczucia wspólnej odpowiedzialności za przestrzeń miejską.
Miasto inwestuje także w infrastrukturę – w parkach, takich jak Cytadela czy Park Wilsona, ustawiono specjalne kosze na psie odchody, często z dystrybutorami woreczków. Jednak mieszkańcy wskazują, że takich punktów jest za mało, zwłaszcza na obrzeżach miasta i w mniej popularnych parkach. Co więcej, zdarza się, że kosze są przepełnione lub niszczone, co zniechęca do korzystania z nich.
Społeczność Poznania reaguje na problem różnie. Wielu mieszkańców docenia wysiłki miasta i sami sprzątają po swoich psach, traktując to jako wyraz szacunku dla innych. Jednak wśród tych, którzy nie mają psów, narasta frustracja – w mediach społecznościowych i na lokalnych forach często pojawiają się głosy oburzenia, że muszą unikać odchodów podczas spacerów czy joggingu. Niektórzy proponują radykalne rozwiązania, jak wyższe kary czy instalacja kamer w parkach, by identyfikować nieodpowiedzialnych właścicieli.
Możliwe rozwiązania
Rozwiązanie problemu psich odchodów na chodnikach Poznania wymaga kompleksowego podejścia, które połączy edukację, infrastrukturę i skuteczne egzekwowanie prawa. Po pierwsze, kluczowa jest dalsza edukacja społeczna. Kampanie takie jak „Poznań bez psich kup” powinny być kontynuowane i rozszerzone – na przykład poprzez spoty w lokalnej telewizji, plakaty na przystankach czy warsztaty dla nowych właścicieli psów organizowane przez schroniska i weterynarzy. Edukacja dzieci w szkołach mogłaby z kolei wpłynąć na przyszłe pokolenia opiekunów zwierząt.
Po drugie, miasto powinno zwiększyć liczbę koszy i dystrybutorów z woreczkami, szczególnie w mniej uczęszczanych rejonach, takich jak osiedla Grunwald czy Wilda. Regularne opróżnianie pojemników i ich konserwacja są równie ważne, by zachęcić właścicieli do sprzątania. Ciekawym pomysłem mogłaby być aplikacja mobilna wskazująca lokalizację najbliższych koszy, co ułatwiłoby planowanie spacerów.
Po trzecie, egzekwowanie prawa musi być bardziej konsekwentne. Zwiększenie liczby patroli Straży Miejskiej w godzinach szczytu spacerowego (rano i wieczorem) oraz zachęcanie mieszkańców do zgłaszania incydentów z dowodami (np. zdjęciami) mogłoby odstraszyć nieodpowiedzialnych właścicieli. W dłuższej perspektywie Poznań mógłby rozważyć wprowadzenie systemu analizy DNA psich odchodów, jak w niektórych miastach w Europie – choć kosztowne, mogłoby to znacząco zmniejszyć problem.
Podsumowanie
Problem psich odchodów na chodnikach Poznania to wyzwanie, które wymaga współpracy władz, mieszkańców i właścicieli psów. Choć wielu opiekunów czworonogów sumiennie sprząta po swoich pupilach, część wciąż ignoruje swoje obowiązki, co odbija się na komforcie życia w mieście. Poprawa sytuacji jest możliwa dzięki edukacji, lepszej infrastrukturze i skuteczniejszemu egzekwowaniu przepisów. Poznań, jako miasto stawiające na rozwój i jakość życia, zasługuje na czyste ulice i parki, w których każdy może czuć się swobodnie – bez ryzyka wdepnięcia w psią kupę. Wspólny wysiłek może sprawić, że stolica Wielkopolski stanie się wzorem odpowiedzialnego podejścia do opieki nad zwierzętami i przestrzeni publicznej.



