Z poniedziałku na wtorek, dokładnie o godzinie 00:03, mieszkańcy ulicy Żeglarskiej w Luboniu przeżyli chwile grozy. Nocną ciszę przerwał potężny huk, który wielu z nich uznało za wybuch gazu w bloku. Przerażeni ludzie wybiegali z mieszkań, próbując zorientować się, co się stało. W ciągu kilku minut na miejscu pojawiły się wszystkie służby ratunkowe – straż pożarna, policja oraz pogotowie ratunkowe.
Po krótkim czasie okazało się jednak, że alarm był fałszywy. Nie doszło do żadnego wybuchu ani pożaru. Źródłem hałasu był jeden z mieszkańców bloku, który – jak ustalili funkcjonariusze – dla zabawy odpalał petardy i podrzucał śmieci na klatkę schodową.
Nie był to pierwszy raz, kiedy służby ratunkowe w nocy pojawiły się pod tym samym adresem. Jak informują mieszkańcy, podobne interwencje miały miejsce już kilkukrotnie w ostatnich dniach. Za każdym razem przyczyną było to samo – głośne eksplozje i zaśmiecanie części wspólnych budynku.
Choć w wyniku zdarzenia nikt nie odniósł obrażeń, lokatorzy przyznają, że czują się coraz bardziej zaniepokojeni. Hałasy i nagłe wybuchy w środku nocy budzą lęk o bezpieczeństwo ich rodzin i mienia.
Policja prowadzi w tej sprawie postępowanie wyjaśniające. Jak zapowiadają funkcjonariusze, mężczyzna odpowiedzialny za nocne incydenty może usłyszeć zarzuty związane z wywołaniem fałszywego alarmu oraz zakłócaniem porządku publicznego.
Mieszkańcy ulicy Żeglarskiej mają nadzieję, że po tej nocy sytuacja się uspokoi, a „nocny pirotechnik” przestanie traktować wspólne przestrzenie jako miejsce do swoich niebezpiecznych „zabaw”.





