Niecodzienna interwencja poznańskiej drogówki zakończyła się zatrzymaniem 48-letniego kierowcy, który prowadził pojazd w stanie zagrażającym bezpieczeństwu na drodze. Auto wyglądało jak złożone z kilku innych pojazdów i – jak przyznają funkcjonariusze – cudem w ogóle się poruszało.
Informacja o podejrzanym samochodzie trafiła do policjantów dzięki Straży Miejskiej Miasta Poznania. Funkcjonariusze zauważyli mężczyznę na jednym z osiedli, siedzącego w aucie z włączonym silnikiem, gotowego do odjazdu. Kiedy patrol drogówki dotarł na miejsce, to, co zobaczyli, trudno było uznać za sprawny samochód.
Policjanci opisali pojazd jako prawdziwy wrak. Na pierwszy rzut oka widać było pękniętą szybę przednią, pochodzącą z innego modelu auta, która została przyklejona… pianką montażową. Z przodu i z tyłu pojazdu brakowało sprawnych reflektorów, a ich resztki były przytwierdzone taśmą klejącą. Lustra boczne miały popękane wkłady, opony pochodziły z czterech różnych kompletów, a akumulator nie był w żaden sposób przymocowany do nadwozia. Jakby tego było mało, zderzaki trzymały się jedynie dzięki taśmie i kawałkom plastiku.
Funkcjonariusze ustalili, że samochód od 2022 roku nie posiadał ważnych badań technicznych. 48-latkowi natychmiast zatrzymano dowód rejestracyjny i zakazano dalszej jazdy. Kierowca został również ukarany mandatem w wysokości 3 tysięcy złotych.
– Wciąż zdarzają się osoby, które uważają, że jeśli samochód odpala, to znaczy, że nadaje się do jazdy. To ogromny błąd – podkreślają policjanci z poznańskiej drogówki.
Służby przypominają, że zły stan techniczny pojazdu to nie tylko kwestia mandatu czy braku przeglądu. Takie auta stanowią poważne zagrożenie – zarówno dla kierowcy, jak i dla innych uczestników ruchu. Wystarczy jeden nieoczekiwany manewr czy usterka, by doszło do tragedii.
Policja apeluje do kierowców o rozsądek i regularne kontrole swoich samochodów. Jak pokazuje ten przypadek, nie każdy pojazd, który „jeszcze jeździ”, powinien wyjeżdżać na drogę.






