Lech Poznań pokonał Piasta Gliwice w meczu 3. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Po bezbramkowej pierwszej połowie Kolejorz wyraźnie zwiększył intensywność ataków i w drugiej części spotkania zdobył trzy gole. Na listę strzelców wpisali się Mikael Ishak, Karol Delikat oraz Pablo Rodriguez.
Bez bramek przed przerwą
Przed spotkaniem kibice Lecha mogli mieć pewne obawy. Kolejorz miał za sobą więcej rozegranych spotkań, a ostatnie występy nie zachwycały stylem. Piast Gliwice przystępował natomiast do meczu po dwóch intensywnych ligowych spotkaniach, w których zdobył łącznie 3 punkty.
Pierwsza połowa była wyrównana. Żadna z drużyn nie zdołała znaleźć drogi do bramki, a obie ekipy oddały po dwa celne strzały.
Lech przyspieszył po przerwie
Po zmianie stron mistrz Polski zwiększył intensywność swoich ataków. Przyniosło to efekt w 63. minucie.
Do siatki Domena Grila trafił kapitan Lecha, Mikael Ishak, zdobywając tym samym swoją pierwszą bramkę w tym sezonie krajowych rozgrywek.
Kolejorz nie zamierzał jednak na tym poprzestać. W 79. minucie po dośrodkowaniu Louisa Palmy piłkę głową do bramki skierował Karol Delikat. Młodzieżowiec Lecha po raz pierwszy wpisał się na listę strzelców w seniorskiej piłce.
Trzecia bramka padła już w doliczonym czasie gry. W 1. minucie doliczonego czasu po akcji Roberta Gumnego, Pablo Rodrigueza i Allahyara Sayyadmanesha Lech podwyższył prowadzenie na 3:0.
Najważniejsze momenty drugiej połowy:
- 63’ – Mikael Ishak otworzył wynik spotkania.
- 79’ – Karol Delikat podwyższył prowadzenie po dośrodkowaniu Louisa Palmy.
- 90+1’ – Pablo Rodriguez zakończył akcję Lecha, ustalając wynik na 3:0.
Teraz Liga Europy i wyjazd do Płocka
Kolejne spotkanie Lech Poznań rozegra już w czwartek, 13 sierpnia. W ramach Ligi Europy Kolejorz zmierzy się na wyjeździe z mistrzem Wysp Owczych, Klaksvikiem.
Pierwszy mecz tych drużyn, rozegrany przy Bułgarskiej, Lech wygrał 1:0. Rewanż rozpocznie się o 19:30.
Następnie Kolejorz wróci do rywalizacji ligowej. W niedzielę, 16 sierpnia o godz. 20:15 Lech zagra na wyjeździe z Wisłą Płock.




